Dziękuje każdemu!, kto zrobił cokolwiek..., by ta akcja mogła wybrzmieć aż tak mocno!

500 kilometrów biegiem po górach, dla fundacji 'Słonie na Balkonie', wspierającej leczenie depresji wśród dzieci

500 kilometrów biegiem po górach, dla fundacji 'Słonie na Balkonie', wspierającej leczenie depresji wśród dzieci

W 2022 roku zorganizowałem największy dotychczasowy projekt sportowo-charytatywny, zarówno pod kątem :

1. sukcesu finansowego
2. podłoża sportowego akcji i logistyki
3. nagłośnienia medialnego
4. metod pozyskiwania środków finansowych – oprócz zbiórki pojawiły się licytacje przedmiotów np. piłka tenisowa z autografem Igi Świątek!

Pierwszy raz w sportowym finale akcji – kropce nad „i” tego projektu, nie byłem sam.
Na bieg wieńczący akcję, zaprosiłem Krzysztofa Kościelnika, któremu bardzo dziękuję za obecność i wspólną przygodę na szlaku.

Projekt po długich zapowiedziach uruchomiłem organizacyjnie w kwietniu 2022 roku.
Wtedy niewiedząc jeszcze, dla kogo zostaną przeznaczone zabrane środki w ramach tego projektu. Nadrzędnym było zrobić coś, co zaniesie pomoc w miejsca będące w potrzebie.
To niepisane motto każdego mojego projektu.

W projektach charytatywnych od zawsze nadrzędnie towarzyszy mi niepohamowana chęć działania
„tu i teraz!”, tym samym konkretni beneficjenci danego projektu są definiowani przeważnie dopiero jakiś czas po wystartowaniu projektu, czy nawet uruchomieniu zbiórki.

Chciałbym kolejny raz podziękować za wspieranie projektów nawet na tak wczesnym etapie.
To świadczy o ogromnym zaufaniu, którym mnie darzycie.
To coś wspaniałego i nieocenionego, ponieważ dodaje wiatru w żagle i leje wysokooktanowe paliwo do baku, by akcje z każdym dniem rozkręcać jeszcze bardziej.
Jestem Wam za to bardzo wdzięczny. To uczucie jest wielkim ludzkim przywilejem.

Poprzednio organizowane projekty oprócz pomocy dla ich beneficjentów, przyniosły również i mi (organizacyjnie) coś bezcennego – doświadczenie i wnioski.

Poznałem co się sprawdzało, a co było niewymierne. W czym drzemie potencjał, a gdzie zostawione działania pozostają bez echa.
W ramach tego projektu skorzystałem z najbardziej sprawdzonych działań, a w miejsca tych, której nie przynosiły owoców, wprowadziłem zmienne – szukając postępu.

Sprawdzone czynniki organizacyjne i cechy wspólne tej akcji oraz poprzednich :

założona zbiórka środków w Internecie – nagłaśniając projekt za pomocą kanałów mediów społecznościowych.
Początkowo zbiórka odbywała się na portalu Zrzutka, z której następnie środki zostały przelane na adres docelowy akcji – Siepomaga.

nagrody od sponsorów, dla darczyńców – by dodatkowo zachęcić i wynagrodzić społeczność za empatię i niesienie pomocy.
Projekt zrzeszał ponad 20 nagród (tropem projektu z 2020 roku) w tym między innymi : sportowy zegarek Coros od Decathlon, vouchery na zabiegi odprężające, zaproszenia do restauracji czy voucher do auto-spa.
Wszystkie nagrody i zasady ich przyznawania zostały opisane tutaj.

sportowy finał projektu : był już Warszawski Maraton – na łyso w stroju Supermana, był całodzienny – 72 km bieg po Tatrach.
Jako, że mam duszę sportowca i sport w moim życiu stoi w pierwszym rzędzie zmian, swoje projekty łączę ze sportowym wydarzeniem.

Podsumowując dotychczasowe projekty charytatywne wynika, że łącznie zebraliśmy już ponad 60.000 zł!
Dziękuję każdemu, kto jakkolwiek (nie tylko finansowo) zaangażował się w tak wielką skalę.

Komu dedykować ten projekt charytatywny?

W mojej głowie rodziło się kilka pomysłów co do miejsc, którym chciałabym dedykować pomoc w ramach tego projektu. Projekty najczęściej dedykuje dzieciom, ponieważ najczęściej mają one dużo mniejszy wpływ na problemy, które ich dotknęły. Problemy dzieci, są często efektem zaniedbań ludzi dorosłych, którzy ich otaczają.

Początkowo miałem pomysł by zebrane środki przeznaczyć na fundację, która pozwala dzieciom rozwijać pasje. Których rodziców nie stać na zakup np. sprzętu treningowego.

Zainwestować projektem w „młode talenty”, które są ograniczone jedynie przez finanse. Sam kiedyś stałem przed problemem, gdzie bardzo chciałem uprawiać sport i się rozwijać, a jedyne co ograniczało mój progres i wejście na kolejny poziom były środki finansowe, których brak zasiewał wiele wątpliwości i tępił zapał. Od czasu pomysłu, by dedykować projekt młodym talentom, minęło kilka tygodni, na przestrzeni których miałem kilkukrotną styczność z osobami, które borykają się z depresją. Temat ten jest mi osobiście bardzo bliski z wielu powodów, więc gdy przypomniał mi on o sobie, postanowiłem połączyć kropki w całość i dedykować pomoc tej akcji charytatywnej DZIECIOM, BORYKAJĄCYM SIĘ Z PROBLEMEM DEPRESJI. Zawsze dudni mi w głowie zapowiedź, że DEPRESJA do 2030 roku stanie się chorobą nr 1 na świecie. Tempo rozwoju tego społecznego problemu, skutecznie podkręciła w ostatnich latach pandemia, wojna, inflacja, niepewność i strach. Nasza przyszłość leży w młodym pokoleniu. Jak będzie ono silne i stabilne, tak będzie wyglądało nasze przyszłe społeczne, więc ukierunkowanie problemu leczenia dzieci po traumach, wydawało mi się niekwestionowanym beneficjentem akcji charytatywnej.

Kiedy powstał pomysł biegu trasą Głównego Szlaku Beskidzkiego na tle charytatywnym?

Pomysł na organizacje projektu na tle trasy Głównego Szlaku Beskidzkiego narodził się w mojej głowie w III kwartale 2021 roku. Wtedy też podczas wspólnego treningu z Krzyśkiem, zaproponowałem by dołączył do biegu i zapewniłem, że wszystko zorganizuję. W tak wymagających projektach sportowych, oprócz dobrego rezonowania z partnerem sportowym, liczy się też podobne tempo przemieszczania się po górach, w których każdy przechodzi przez kryzysy w innym momencie, jeden szybciej podbiega, drugi szybciej zbiega. Czekanie na kogoś czy gonienie go podczas przemierzania 500 kilometrów w środowisku górskim, mogłoby po paru dniach działać na niekorzyść obydwu biegaczy i generować na dużym zmęczeniu negatywne emocje, dlatego kluczowe było, by dopasować się idealnie.

Jak wspomniałem, na tle tej akcji skorzystałem ze sprawdzonych cech poprzednich projektów oraz wdrożyłem nowości. Jedną z nowości było pozyskanie cennych rzeczy, które będzie można licytować, dzięki czemu akcja zyska drugi filar finansowy.

Z tego miejsca chciałbym podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do tego, że akcja finalnie dysponowała 19-stoma aukcjami na
„Allegro Charytatywni”, pośród których znajdowały się między innymi :

– piłka tenisowa z autografem Igi Świątek
– koszulka klubowa Legii Warszawa z autografami zawodników
– koszulka z autografami zawodników KSW
– koszulka z autografem Mariusza Czerkawskiego
– koszulka hokeisty Jean Dupuy, którą do akcji przekazał ze zbiorów własnych Prezydent Miasta Tychy Andrzej Dziuba.

Licytacje przyniosły do puli projektu ponad 12,500 zł.

11 sierpnia przyszedł czas zdecydować, jakie konkretnie miejsce otrzyma środki z tegorocznego projektu.

Z tytułu bardzo rozległej pracy przy organizacji projektu uznałem, że warto zaproponować połączenie sił fundacji, która zostanie beneficjentem projektu. Taki ruch zapewni również lepsze nagłośnienie akcji, pomnoży potencjał oraz uwiarygodni go jeszcze bardziej. Decyzja ta była kluczowa, by projekt rozwinął pełne skrzydła, nie stracił na dystrybucji w najbardziej potencjalnym momencie i pozwolił skupiać się już na tym, by logistycznie zorganizować wszystkie kwestie związane z samym biegiem i przemieszczaniem się po kraju. Dwie ręce to było za mało, by w skali wszystkiego co pojawia się wokół akcji, profesjonalnie za wszystkim nadążać i zarządzać.

Skontaktowałem się z fundacją SIEPOMAGA.PL, która przyjęła projekt z ogromnym entuzjazmem, ciepłem i zaufaniem, dając od razu zielone światło na podłączenie sił i przeprowadzenie wspólnej kampanii, która ruszyła w połowie września. Siepomaga zaproponowało, by beneficjentem projektu została fundacja „Słonie na balkonie”, która współpracuje z siepomaga.pl i niesie pomoc w sektorze psychiatrii dziecięcej, w tym depresji wśród dzieci. Po kilku godzinach wspólnej konferencji, mieliśmy przygotowany cały dalszy scenariusz i schemat działań.

Nie kreowaliśmy sztucznych założeń a skupiliśmy się na najważniejszej kwestii :
„Zrobić wszystko, by po zakończonym projekcie móc usiąść i z satysfakcją powiedzieć „zrobiliśmy wszystko co było w naszej mocy, by projekty dotarł jak najszerzej i mógł zebrać jak najwięcej środków dla dzieciaków!”
Wówczas niezależnie od tego jaka będzie skala końcowa, będziemy szczęśliwi i w pełni usatysfakcjonowani z rezultatu akcji.

To dla mnie kolejne cenne doświadczenie na przyszłość, by rozpoczynając nowe projekty, od początku łączyć siły z beneficjentami.
Pozwala to dotrzeć szerzej, bardziej globalnie, wielotorowo i dzielić się obowiązkami.
Przy takim schemacie akcja zbierze większe żniwa i dysponuje pomnożonymi możliwościami, które wnosi każda ze stron!

Dziękuje jeszcze raz fundacji Słonie na balkonie oraz siepomaga.pl, za profesjonalizm i zaangażowanie.

Nie ma przypadków…

Jak dobrze, ze był to pierwszy projekt z drugim sportowcem na trasie.
Przed samym rozpoczęciem biegu rozmawialiśmy z Krzyśkiem, że jeżeli zdarzyłoby się tak, że jeden zaniemoże (a trasa GSB nigdy nie jest formalnością), to drugi robi to, po co tu przyjechał – biegnie, bawi się, spełnia marzenia i napiera do przodu, niosąc przy okazji projekt do sportowej mety, przedłużając tak wiele dobrych emocji wokół niego.

W ramach tego projektu zaliczyłem swój PIERWSZY w sportowej karierze „DNF” – nie ukończyłem „zawodów”.
Na kilkadziesiąt wszelakich startów przyszedł czas na nieuniknione w karierze sportowca, który za każdym razem podnosi sobie poprzeczkę.

Podczas trzeciego dnia, nagle moje kolana złapał duży stan zapalny. Napuchły tak, że ciężko było wyczuć rzepkę.
Problem pojawił się tak nagle, nie dając o sobie znać nawet przez moment przez ostatnie 170 kilometrów.
Taki jest sport i ryzyko wymagających projektów.
Więcej o momencie zejścia z trasy przeczytacie we wpisie, który pisałem na gorąco zaraz po zejściu z trasy.

Powody kontuzji nie są jasne : najpewniej przyczynił się do tego mój mocny start w III-dniowym górskim biegu etapowym, który znajdował się w niedalekim terminie od dnia rozpoczęcia biegu 500 km.

Fizjoterapeuci i ortopedzi twierdzą też, że nie bez znaczenia były pewnie warunki, które zastaliśmy na bieszczadzkich szlakach, gdzie przez dwa dni nie było suchego fragmentu, a cała trasa była skąpana w błocie i kolana rozjeżdżały się w każdą ze stron świata, a technika zbiegania przypominała bardziej asekuracyjny zjazd na podeszwach butów po oblodzonej górce i walkę o utrzymanie w pionie.

Biorąc pod uwagę powyższe czynniki założenie jest takie, że najpewniej na etapowym biegu tydzień wcześniej napocząłem stan zapalny, który nie zdążył się w pełni ugasić.
Zapalenie żarzące się w tle, w bieszczadzkim błocie robiącym z kolan „szejker” zostało rozdmuchane i sprawiło, że w jednej chwili w moich kolanach po 170 kilometrach w kolanach wybuchł pożar, a ciało dało propozycję nie do odrzucenia.

Pokornie musiałem zaakceptować trudną dla mnie diagnozę, która ściągała mnie z trasy biegu swoich marzeń oraz z trasy największego projektu charytatywnego, któremu oddawałem każdego dnia, przez ostatnie 6 miesięcy wszystkie siły i całe serce.

Szybko ocierając łzy pierwszej „sportowej porażki” na tle tak ważnego dla mnie wydarzenia, wróciłem znów na szeroką skalę za kółko dystrybucyjne projektu. Finalny ogromny sukces całej akcji, skutecznie wytłumił żal po zejściu z trasy i konieczności „opuszczenia filmu” w najlepszym momencie, gdy mielimy za sobą dwa deszczowo-błotniste dni, a przygoda dopiero się rozkręcała.

Analizując całą sytuację, można odnieść wrażenie, że tak po prostu miało być.
Akcja na czas trwania biegu potrzebowała kogoś, kto znów z pełnym zaangażowaniem chwyci za dystrybucyjny ster i będzie relacjonował wielu tak zaangażowanym ludziom ten projekt na żywo.
Będzie przesyłał informację o postępach, relacjonował, zachęcał do nagłaśniania gdzie się da w tej kulminacyjnej chwili trwania biegu, ustalał strategie promocyjne z fundacjami współpracującymi, przesyłając im materiały, podejmując rozmowy z dziennikarzami dzwoniącymi w trakcie projektu, chcącymi coś o nim opowiedzieć.

To nadało większego sensu mojej „sportowej porażce” i skutecznie pocieszało, gdy widziałem, że Krzysiek wychodzi z campera sam na kolejny fragment przygody, o której marzę również ja.
Możecie sobie wyobrazić jak może czuć się sportowiec, który taką przygodę musi oglądać z fotela pasażera, zamiast stawiać kroki w miejscu tak ukochanym sercu – górach, odkrywając nowe szlaki, spełniając swoje marzenie po tak długiej pracy nad projektem.

Czułem się jak lew zamknięty w klatce pośrodku najpiękniejszej dżungli.
Mogłem to oglądać, ale nie mogłem uczestniczyć.

Po zakończeniu projektu czułem się dziwnie pusto – wrócić nagle do codzienności po takiej przygodzie.
Myślę, że to pewna namiastka tego, co czują ludzie idący na emeryturę po dynamicznym życiu zawodowym.
Uczucie jakby oglądać w TV finałowego karnego podczas Mistrzostwach Świata, gdzie piłkarz podbiega do piłki i nagle wysiada prąd.
Nagle wszystko staje.

Od projektu minął miesiąc a mi nadal go brakuje. Był dla mnie szczególny również z pewnego względu.
Podjąłem się jego organizacji w roku, gdzie po 10 latach pracy na etacie poszedłem na głosem sportu, który dał mi w życiu szansę, odciągając do życia osiedlowego, imprez, alkoholu i narkotyków.
W marcu 2022 roku założyłem działalność.
Musiałem wejść na rynek, zdobyć uprawnienia, klientów – zacząć swoje życie zawodowe od zera.

W lutym 2022 dodatkowo zerwałem ścięgno w stopie, z którym walczyłem aż do lipca, więc cały czas organizując i nagłaśniając akcje sam nie wiedziałem, czy w ogóle będę w stanie wystartować i zaleczyć kontuzje na czas. To nie było łatwe, zatruwało głowę ponieważ kontuzja bardzo długo się ciągnęła a z informacji uzyskanych w wielu miejscach wynikało, że zerwane ścięgno wymaga zabiegu.

Biłem się ze sobą czy projekt w ogóle rozpoczynać, bo co jeżeli zaangażuje w to tyle osób, zapowiem, zdobędę rzeczy na licytację a na końcu powiem, że „przekładamy” bo moje zdrowie nie pozwala wystartować.
Szargało mną mnóstwo wątpliwości, tym bardziej że przechodząc na działalność miałem nadzieję na nawiązanie współprac sponsorskich, które pozwolą podnosić mój poziom sportowy, a z zerwanym ścięgnem w stopie musiałem zawiesić ten sektor na kołek, na czas nieokreślony. Nic nie sprzyjało.

Wracając do projektu GSB 500 km.

9.10.2022 r, po 156h od wspólnego rozpoczęcia biegu w Bieszczadach, bohaterem biegu i jedynym finiszerem został Krzysiek, który docierając do Ustronia - połączył dwie kropki Głównego Szlaku Beskidzkiego i doprowadził go sportowo do mety.

Ja na ten tytuł pogromcy GSB poczekam i wrócę tam jeszcze głodniejszy i mocniej zdeterminowany.
Sportowo podrażniony.
DNF to dla mnie jedynie bodziec i motywacja do jeszcze mądrzejszej pracy, bo żaden sukces nie motywuje bardziej niż porażka.

Na koniec chciałbym podziękować każdemu, kto zaangażował się jakkolwiek w to, by akcja zakończyła się takim sukcesem finansowym.

Michał z fundacji Słonie na balkonie przekazał, że środki pozwalają przyjąć szybciej wiele dzieci czekających w kolejce po pomoc!
Dzieci, dla których w takiej sytuacji każda godzina to walka z demonami w swojej głowie.
Przebywanie w smutku, strachu, beznadziei i fatalnym samopoczuciu.

Od początku akcji powtarzałem, że najgorsze co może być, to odważyć się powiedzieć głośno o swoim problemie, po czym usłyszeć że na pomoc trzeba poczekać … rok?!

Takie są kolejki do psychologów dziecięcych. Ten sektor w zasadzie nieistnieje.

Jak bardzo niesprawiedliwe musi być uczucie dzieci i ich rodzin, gdy zrobili ten najtrudniejszy krok – przełamali się i wyszli prosić o pomoc, słysząc że muszą czekać, czekać, czekać w takim stanie, który wymaga natychmiastowej interwencji.

Dziękuje każdemu, kto zrobił cokolwiek, by ta akcja mogła wybrzmieć aż tak mocno. JESTEŚCIE BOHATERAMI. Bądźcie z siebie dumni i odpocznijcie, w pełni zasłużenie.